Niech zstąpi Duch Twój…

A myśmy się spodziewali… Mieliśmy nadzieję. Kiedy świat obiegła wiadomość, że kardynał z Krakowa będzie teraz papieżem, myśleliśmy, że wreszcie nadeszły lepsze czasy. Ktoś na tym świecie wreszcie ujmie się za nami, przemówi do sumienia narodów, przywróci nam godność. W zamian otrzymaliśmy modlitwę na placu Zwycięstwa, która sprawiła, że powiał Duch, Który jest Duchem Prawdy i Męstwa, duchem Mądrości i bojaźni Bożej. I znów spodziewaliśmy się, że teraz już pójdzie gładko. Były nas przecież miliony, a z milionami nikt jeszcze nie wygrał. System zbrojny w czołgi, zdrajców i dekrety wyciągnął jednak rękę po naszą nadzieję. Ona była pierwszą ofiarą grudniowego przewrotu. Odeszła w ciszy, bez reporterskich fleszy, stłamszona, uduszona, porzucona gdzieś na śmietniku historii. Wtedy w tej świecy tam na Watykanie, w wołaniu na Jasnej Górze, gdzie zawsze byliśmy wolni próbowaliśmy odnaleźć się w rzeczywistości, jaką generałowie posłuszni sowieckiemu dowództwu wytyczyli w grudniowe dni w swoich gabinetach. Słuchaliśmy słów pociechy, przypominaliśmy sobie cudowne minione chwile i nie bardzo wiedzieli, co mamy z życiem począć. Ni z tego ni z owego miało się okazać, że nasza przygoda z wolnością będzie miała ciąg dalszy. Zdawało się, że na chwilę nadziela odżyła, że może teraz dzieciom uda się, co odebrano ojcom. Raz jeszcze zatem czując wiatr historii pomyśleliśmy, że może wreszcie nadeszła ta chwila. Znów do nas przyjechał, przestrzegał, by ducha nie gasić, aby Zachodu nie utożsamiać z brakiem szacunku dal życia, by nie budować Ojczyzny na fałszywych wzorcach, lecz aby sięgać do Dziesięciu Słów, które od tysięcy lat wytyczały drogę cywilizacji i wiary. Lecz my chcieliśmy szybciej, chcieliśmy po swojemu. Zaczęliśmy narzekać, że w Ziemi Egipskiej było pod dostatkiem czosnku i cebuli, że właściwie ta droga, co wiedzie do wolności musi mieć jakiś skrót i warto go odnaleźć. Zaczęliśmy szukać skrótów i dróg na przełaj, gubiąc się już, kto swój, a kto tylko takiego udawał za judaszowe srebrniki i brukselskie salony. Drżącą ręką, ze łzą na policzku żegnał się z Ojczyzną przyjmując hołd górali. Wspominał górskie szlaki, dając nam dowód na to, że czasem bywa zwyczajnie, że człowiek zaczyna się starzeć od nóg a nie od głowy. Przyszedł wreszcie ten dzień, że czas się wypełnił, tłum obecny na placu bił w dostojnym momencie brawa, jak nagrodę za dzieło życia, które właśnie się dopełniło, gdy resztkami sił nie mogąc już uczyć nas jak żyć, uczył nas na koniec, jak godnie umierać. Płacz i postanowienia, że żyć będziemy tak, jak zawsze nas uczył, że jego pomniki będą nam przypominać, ile dla nas zrobił. „Pokolenie JPII” w historię wpisać miał miłość, ale szybko się okazało, że więcej ma do powiedzenia pokolenie „jp” i „tęczowa zaraza”. Chaos, zamęt i znów brak nadziei, że wkrótce się coś zmieni. Wszak oczekiwana wiosna nigdy nie nadeszła. Za to nadciągnęły czasy, jakie się nie śniły nawet generałom pragnącym zaprowadzić „nowy porządek świata”. Święty Janie Pawle, co poszło nie tak? Czy kiedyś się znów doczekamy renesansy słów, znanym nam z historii? „Roma locuta, causa finita” – „Rzym przemówił, sprawa jest zakończona”? Czy jeszcze kiedyś jak marzył poeta, powrócimy do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie, dla darów nieba? Dziś tęskno nam za czasami, w których mogliśmy liczyć na to, że prawa ma swoje oblicze w którym tak znaczy tak, a nie – nie, „bez światłocienia”. Tęskno nam za słowami rady i napomnień, które można było kochać lub im się sprzeciwiać, ale nie można było udawać, że one nie padły, że nie wyznaczyły nam kierunku, w którym powinniśmy podążać. Santo subito. Tak też się stało, ale nasza droga wiodąca do świętości wydaje się dziś daleka i coraz bardziej zawiła. Święty Janie Pawle, dziś w Twoje wspomnienie, daj nam tę łaskę z nieba, daj nam znak jakiś, że jeszcze jest jakaś nadzieja, że wciąż warto mieć swoje Westerplatte i wymagać od siebie nawet wtedy, gdy inni nie wymagają, kochać Boga i Ojczyznę i daje się sprzeciwiać bezczeszczeniu kościołów, świętych figur i ojczystych pomników. Zawołaj raz jeszcze sprzed drzwi Domu Ojca: „Niech Zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi…” Pomóż nam nieść nadzieję w czasach zamętu i apostazji. Wesprzyj nas, jeśli możesz… https://zrzutka.pl/yhdj73 PIERWSZE CZYTANIE  (Ef 3,14-21) Abyście doszli do całej Pełni Bożej Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Efezjan. Bracia: Zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście napełnieni doszli do całej Pełni Bożej. Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków. Amen. Oto słowo Boże. PSALM RESPONSORYJNY  (Ps 33,1-2.4-5.11-12.18-19) Refren: Pełna jest ziemia łaskawości Pana. Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana, * prawym przystoi pieśń chwały. Chwalcie Pana na cytrze, * grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach. Bo słowo Pana jest prawe, * a każde Jego dzieło godne zaufania. On miłuje prawo i sprawiedliwość, * ziemia jest pełna Jego łaski. Zamiary Pana trwają na wieki, * zamysły Jego serca przez pokolenia. Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem, * naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie. Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, * na tych, którzy czekają na Jego łaskę, aby ocalił ich życie od śmierci * i żywił ich w czasie głodu. ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ  (Łk 12,49) Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja. Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja. EWANGELIA  (Łk 12,49-53) Ewangelia powodem rozłamu Słowa Ewangelii według świętego Łukasza. Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadani wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”. Oto słowo Pańskie.